9 comments on “(Nie) relacja z (nie) Przejścia

  1. Brawo! nie udało się w tym roku:( ale w przyszłym pojawisz się na starcie! 🙂 jeszcze raz wielkie brawa:) Wylecz się szybko i za dwa tygodnie życzę Ci powodzenia:) Dużżżżoooooo zdrówka i pozdrowaski

  2. Cóż, takie rzeczy są „wliczone w koszty”. Nienormalnym byłoby gdybyśmy odnosili same sukcesy. Podobnie się czułam, gdy zeszłam z trasy w Krynicy, ale szybko doszłam do wniosku, że w bieganiu jest tak, że raz z górki, raz pod górkę, ale zawsze do przodu. Takie doświadczenia też nas czegoś uczą, a opisanie ich wbrew pozorom może komuś innemu dodać otuchy, bo nie wszyscy są zawsze idealni, nie wszystkim wszystko idealnie wychodzi. W życiu mamy dość poważnych problemów, więc tym się zupełnie nie przejmuj, bieganie ma być przyjemne a nie stresogenne. Uff, rozpisałam się, chyba też sama dla siebie to napisałam 😉 Zdrowiej szybko 🙂

  3. Ultrasetka, no co Ty, dziewczyno! Gdybym sie miala przejmować blogiem, juz 3x musiałabym go zamknąć lub/i zmienić nazwę, bo do maratonu nawet sie nie zbliżyłam!

    Na pocieszenie dodam, że nasz znajomy od 2008 z determinacją próbował przejść Przejście i wreszcie tym raziem mu sie udało! Naprawde wiele czynników na raz musi sprzyjać na takiej wyprawie i w końcu ten dzien nadejdzie (za rok?)!

    Trzymaj się:))

  4. Weź, nie strasz porządnych ludzi zamykaniem swojego bloga! Bardzo mi przykro, że kolano zastrajkowało i to w trakcie tak ważnego dla Ciebie startu 😦 Co mogę powiedzieć? Chyba tylko tyle, że życzę Ci: a) jak najprzyjemniejszego odpoczynku, b) jak najszybszego powrotu do pełnej sprawności, c) żebyś w przyszłym roku dała czadu na tej samej trasie. No a poza tym, chyba mogę się domyślać, jak się czujesz, leżąc z nogą na poduszce… Uściski i trzymaj się mocno! Przyszły rok będzie nasz – Zemsta Inwalidek – zobaczysz 😀

  5. Uszy do góry. Zakończyliśmy nasze męczarnie w tym samym miejscu i chyba dobrze było wylądować w miarę żywym w Janowicach, niż dogorywać, gdzieś na trasie, ze świadomością, że do najbliższego punktu transportowego jest 15 kilometrów. I pamiętaj, ta szklanka była do jednej trzeciej pełna 😉 .

  6. Od razu przypomniały mi się moje kontuzje. Z perspektywy czasu uważam, że każda była potrzebna, każda dała mi cenną naukę, chociaż zawsze boję się ich dość poważnie, ale takie sytuacje uczą i hartują zarazem. Głowa do góry, jeszcze będziesz to wspominać jako ciekawe doświadczenie. Powodzenia za rok!

  7. Dziękuję za słowa wspracia

    Tete- Ty to mi zawsze potrafisz poprafić humor

    Beata- takie rzeczy wliczone w koszty mają pozytywny wpływ na moją motywację. Porażki powodują, że nie tracę zapału.

    Kate- przy takich fajnych trekkingach, maraton Ci nie potrzebny 🙂

    Hanka- chyba sobie wydrukuję na koszulce ” Zemsta Inwalidek” -świetne hasło

    Borman- Pewnie, że lepiej zrezygnować w porę niż później cały rok wychodzić z kontuzji

    Kryst- Każda porażka i oczywiście kontuzja czegoś uczy, ale przyjemne nie są

  8. I dobrze, że blog nie poleciał w kosmos 🙂 Masz większą motywację do treningu a my mam nadzieję, poczytamy o treningowych zmaganiach. Polecam katowanie kamieni na Starówkowych ulicach i stopni na klatkach schodowych. A jak masz obok domu garaż wielopoziomowy też będzie pomocny w umacnianiu ciała i ducha. Jako miszkaniec niziny stołecznej przetruchtałem co się dało w mieście aby wzmocnić ścięgna, stawy i mięśnie. Powodzenia i trzymam kciuki za jubileuszową kotlinę zwieńczoną sukcesem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s